Otwieram oczy, rozglądam się. Jestem u siebie w pokoju. Na oko wszystko jest na swoim miejscu. Widzę trochę niewyraźnie. Zamykam oczy i powtarzam sobie "ostrość, ostrość". Otwieram oczy. Wszystko jest już w porządku. Przepływam przez podłogę na dolne piętro. Zauważam, że drzwi na werandę są otwarte. Idę ku nim zobaczyć co się stało. Wlatuję na werandę. Drzwi prowadzące na dwór także są otwarte. Co dziwne przy drzwiach stoi jakaś kobieta. Spogląda się na mnie, ja na nią. Przez chwilę wszystko wydaje się pozostać w totalnym bezruchu. Nagle kobieta zaczyna mówić "Umierasz... Umierasz... Umierasz, ale pamiętaj zachowaj świadomość... Zachowaj świadomość". Przez chwilkę ogarnia mnie panika. "Ja?!" "Umieram!? Jak?!". Próbuję się opanować. "No dobra, umieram, ona ma racje, teraz najważniejsza rzecz to zachować świadomość..." Zaczynam powtarzać sam do siebie "Jestem świadomy, jestem świadomy, jestem świadomy...". Coś wystrzeliwuje mnie przez drzwi. Lece z wielką prędkością. Wzbijam się coraz szybciej. Naglę tempo zwalnia. Delikatnie dryfuję nad rzeką która znajduje się nieopodal mojego domu. Widzę bloki, samochody jeżdżą po drodze. Wszystko wydaje się takie normalne, a jednak inne. Płynę...
Otwieram oczy i wszystko jest tak jak było. Jestem w swoim łóżku i nie umarłem... Chociaż nigdy nic nie wiadomo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz